miko - Poczatki
   
  Niusy
  Witajcie
  Miejsce
  Sprzęt
  Poczatki
  Napisane
  Ulubione
  Moje
  Fotki
  Galeria
  Linki
  Napisz
  Guestbook
  Counter
"
... czyli jak zaczęła się moja przygoda z rolkami.

Moja fotka - kliknięcie przeniesie Cie na mój profil na www.narolkach.plW młodości jeżdziłem trochę na łyżwach. Byłem wtedy takim brzdącem, że nie pamiętam już czy sprawiało mi to wielką radość czy nie. Łyżwy mnie jednak tak bardzo nie wkręcają jak rolki. Może dlatego, że nigdy nie nauczyłem się na nich pewnie poruszać i dlatego nie potrafię się tą umiejętnością delektować. Łyżwy nie podchodzą mi pewnie też  z innego względu: Jeździ się najczęściej na lodzie w zamkniętym pomieszczeniu i trzeba się specjalnie wybierać, aby pojeździć. Na rolki można wyjść o każdej  porze dnia i nocy i można to robić samemu!

Myślę, że pierwszy raz na rolkach jeździłem w Krakowie, były to pożyczone od rodziny mojej ówczesnej sympatii - Bauery FX. Trwało to jednak krótko bo szybko musiałem je oddać. Pozostało jednak miłe wrażenie swobody. Pierwsza większą przygodę z rolkami miałem chyba w Niemczech, myslę, że to był spore miasto: Frankfurt, albo Kolonia. To miasto miało w każdym razie super alejki nad wodą (coś w rodzaju krakowskich bulwarów nadwiślańskich).
Zapamiętałem jedynie zabawny łańcuch wydarzeń: Jako uczeń klasy z poszerzonym językiem niemieckim jeżdziło się raz/dwa razy w roku szkolnym za granicę.
Każdy z nas mieszkał u rodziny i miał przydzielonego ucznia-opiekuna. Nie dam sobie głowy uciać, czy to nie było w Krefeld. Wiem, że w tej rodzinie były rolki. Zapewne jeżdził na nich mój uczeń-opiekun. W pewien słoneczny weekend, rodzina, która mnie gościła, zabrała mnie do innego większego miasta. Wiem, że zapytałem ich nieśmiało, czy aby w docelowym mieście nie ma czasem możliwości do pojeżdzenia.  Wzieli rolki do bagażnika. No a potem to już śmigałem nad tą rzeką... Ach pięknie było.

Z tym jest związane zabawne doświadczenie. Nie szczególnie umiałem jeździc na tych rolkach, poprostu zapodawałem do przodu. Z rodziną umówiliśmy się  tak, że ja sobię pojeżdze kilka godzin, a oni mnie odbiorą w ustalonym punkcie. Jeździłem i jeździłem ... wjechałem na jakiś zjazd z tych bulwarów, usłyszałem tumult  i wrzawę a chwilę później ujrzałem tłumy rolkarzy zapodających pustą ulicą! Nie uwierzycie, ale to musiał być jakiś regularny przejazd przez miasto, jeden z tych, w których każdy z nas chce wziąść udział.  Nie wiele myśląc, dołączyłem do nich. W obcym mieście! Jakiś czas jechałem z grupą - niezapomniane przeżycie. Potem - nie pytajacie mnie dlaczego - postanowiłem albo skrócić sobie drogę, albo wydawało mi się, że wiem gdzie jestem i zmieniłem trochę kurs i popędziłem jakąś pustą ulicą. Trochę się wystraszyłem jak nie traifłem już więcej na "moją" grupę rolkarzy... Potem już tylko pamiętam jak zziajany pędziłem przez nieznane mi miasto z poczuciem zagubienia. Szukałem możliwości powrotu na te spokojne alejki nad wodą...
Po kilkunastu minutach błądzenia wpadło mi do głowy, że w okolicy była jakaś ogromna wieża telewizyjna, zacząłem jej wypatrywać i w ten sposób wróciłem nad rzekę. Przemilczę fakt, że zjeżdzając z autostrady (nie wiem jak ja się tam znalazłem) rozwaliłem sobie rękę, bo zjeżdzałem takim ślimakiem o kącie nachylenia odpowiednim dla pieszego... Przypominam, że nie umiałem wtedy jeździć... no i wylądowałem na barierce...



W posiadanie następnych rolek wszzedłem przez przypadek. Był czas, kiedy bardziej zamożny kolega dysponował rolkami Roces LowRider. Zjeżdzał ze schodów pod Teatrem Słowackiego w Krakowie. Młodzi wtedy byliśmy, to były czasy liceum jeszcze. Jakiś czas póżniej zainteresowała go deska. Rolki mi pożyczył a ja od tej chwilii się z nimi nie rozstawałem.  Przez kilka lat rolki były moim głównym żródłem transportu. Zdarzało się chyba nawet, że do szkoły na nich przyjeźdzałem.  Na studiach gdy odwiedzałem znajomych to lubiałem się w drodze powrotnej tu czy tam zatrzymać, przy jakimś placyku i pokręcić.

Wieczorami często wyłaziłem na rolki z discmanem (tak, wtedy jeszcze z discmanem!) Jeździłem w różnych miejscach.  Jedną z moich ulubionych miejscówek to placyk koło smoka nad Wisłą, w zasadzie możliwa tylko późnym wieczorem ze względu na ruch.

Czasem wybierałem sobie nieco dziwne miejsce na jazdę, np. jakies skrzyżowanie ulic, typu miodowa i Bożego Ciała. Najwyraźniej asfalt był tam dobry. 

Pamiętam czas kiedy na rynku leżał jeszcze asfalt. Ech .. to były czasy. Fajnie się tam śmigało. Uwielbiałem w letnie późne wieczory jeżdzic sobie na narożnikach rynku (albo przy kościele Mariackim albo przy św. Anny). Miałem też jeden ulubiony skrawek asfaltu, między grodzką a bracką. Dokładnie przed Instytutem Gothego (a jestem niby-germanistą). Ha ha ha. Obecna nawierzchnia na rynku, może i ładna, ale skutecznie odstrasza rolkarzy.

Gdy już nie chciało mi się nigdzie wybierać to jeździłem przy ulicy przy której mieszkałem - tłukąc się niemiłosiernie. Pewnego razu przyjechała straż miejska o 2 w nocy. Mieszkańcy ich wezwali. Wytłumaczyłem panom co tu robię. Obyło się bez konsekwencji, ale poprosili mnie wyrozumiale abym zmienił miejsce. Niewykluczone, ze miałem trzeszczące łożyska a twarde kółka z streeetowych rolek dodatkowo hałasowały. Nie słyszałem, bo miałem muzykę na uszach. 

Szkoda, że jeźdząc przez te lata na pożyczonych lowRiderach nie natknąłem się na slalom. Byłem młodszy, mogłem się wiele nauczyć. Teraz to nieco trudniej przychodzi.

   
"
Jesteś 30365 odwiedzający (75716 wejścia) .
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=